21 marca 2025

Pierwszy dzień wiosny

 No i doczekałyśmy się 😊 Kalendarzowa dziś się zaczęła. Lusia już się pławi w wiosennych promieniach, nieważne, że w domu. Tu wiosnę też się czuje.

Cieszymy się ogromnie. Owady też.

I kaczki.

Ale żeby nie było tak różowo… Znów dopadła nas wredna Pasteurella, kichamy obydwie i obie musimy się leczyć. Znaczy wykrakałam, że na mnie może przeskoczyć, prawdopodobnie teraz ze mnie na Luśkę, skoro tak blisko się trzymamy i śpimy nos w nos.

Słowem, błędne koło Trzymajcie kciuki!

17 lutego 2025

Światowy Dzień Kota

 

Co prawda my uważamy, że Dzień Kota mamy codziennie, ale skoro ludzkość tak zdecydowała i ogłosiła oficjalne święto, chętnie przyjmiemy ewentualne życzenia, smakowite upominki i wszelkie hołdy nam należne. I ze swojej strony też pozdrawiamy wszystkie Koty świata i wszystkich Kociarzy 😊

Tosia i Lusia


16 lutego 2025

Spóźnione Walentynki

No, może niezupełnie, bo walentynkowy weekend trwa 😊

A w same Waletynki nie miałam głowy ani do świętowania, ani do pisania, bo Lusia miała badanie USG, żeby ocenić stan chorego brzuszka. Stan okazał się stabilny, ale cały dzień był dość hardcorowy. Śniadanie dostałyśmy o… 4 rano, potem był szlaban do popołudnia. Solidarnie, dla wszystkich, włącznie z Człowiekiem. Co miałyśmy robić? Przespać głód

Lusia furiatka, która nie współpracuje z wetami, dostała lek na uspokojenie. Jako tako podziałał, ale i tak ledwo dała się „odłowić” do budki. Przyszedł nieoceniony Dziadek do pomocy. Słowem: dzień pełen wrażeń niezupełnie walentynkowych. Ja z tego wszystkiego poszłam się pożalić naszej czarnej świecącej koteczce. Ona przynajmniej stabilna i spokojna.

Ale, ale... Znalazł się i walentynkowy akcent. Niespodziewanie, wieczorem, kiedy już domownicy odreagowali całodzienny stres, pojawił się na świeczce. Niezwykłe to było :)

Tymczasem na działce pierwsze oznaki, że coś się wkrótce w przyrodzie zmieni. Wychodzą tulipany, pierwsze przebiśniegi, są ranniki.


Czekamy… wiecie na co. Wszystkiego Wam najlepszego walentynkowego :) 

19 stycznia 2025

Bakteria

Wyobraźcie sobie, że naszą Lusię zmogła… bakteria. Paskuda nazywa się Pasteurella multocida i zagnieździła się w nosku. Przez nią Lusia nie dość że omal nie zadusiła się katarem, to straciła apetyt i sporo schudła, a przecież i tak chudziutka była. Leczy się antybiotykiem, kuracja prawie na półmetku, odpukać – idzie ku lepszemu. Ostatnio nawet dorwała się do sałaty. 

Trochę się boję, czy aby mnie też nie zaatakuje ta wredna Pasteurella. Kto wie, może jest na tyle cwana, żeby przemieścić się z noska do noska? Na przykład kiedy śpimy.

Bezpieczniej byłoby obrać pozycję 6x9, ale to nam nie zawsze wychodzi…

Są też weselsze wiadomości. Dostałyśmy od zaprzyjaźnionych sąsiadów noworoczne prezenty. Dwa świecące koty – jakby kotów w tym domu było mało. I chociaż nie są żywe (a może właśnie dlatego), od razu je polubiłyśmy. Robią nastrój, podczas gdy my tylko bałagan.

To jeszcze wieści z działki. Dogadza sobie nasz przyjaciel dzięcioł. Nie wiedziałyśmy, że taki z niego koneser smaków. Tylko się przesiada ze stołówki do stołówki. Wybór ma, więc musi skosztować wszystkiego.



01 stycznia 2025

Nowy Rok

No to mamy już 2025 😊 Czy okaże się lepszy, szczęśliwszy… zobaczymy. Ale oczywiście wszystkim życzymy, żeby tak właśnie było.

Przed nami 12 długich miesięcy (które jak wiadomo miną, zanim się obejrzymy). My przeżyjemy je według kociego kalendarza. Znalazłyśmy go w necie i pozwalamy sobie zapożyczyć, żeby zaprezentować naszym Czytelnikom.

Tosia i Lusia

24 grudnia 2024

Wesołych Świąt!

Nasza skromna kocia gromadka, czyli Tosia i Lusia, życzy wszystkim zdrowych, pogodnych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, bogactwa smaków i upominków. I żeby nikt w ten wigilijny wieczór nie czuł się samotny…

Pozdrawia Was chora Lusia ze swojego kaloryferka.

Pozdrawiają tradycyjnie ustrojone miśki. Chociaż nie są żywe, też przynależą do naszej rodziny. Przypominają o dawnych, lepszych czasach.

O nich też przypomina Mikołaj HoHoHo, który kiedyś przybył z Ameryki razem z Pierwszą Mamą... Pamiętamy.


 

06 grudnia 2024

Mikołajki

Do nas Mikołaje na razie nie dotarły. Tradycyjnie zakotwiczyły się na działce

pośród innych świątecznych ozdóbek.

Kiedyś towarzyszyła im Mikołajka, ale na przedwiośniu… zjadły ją myszy

Mamy za to stróżującego kota 😊

To figurka ku pamięci Misi. Działkowej piękności, kociej mamy naszego Lucka. Przypilnuje Mikołajów, żeby nie zapomnieli również do nas wpaść. Nie z pustymi czapkami rzecz jasna.