No i doczekałyśmy się 😊 Kalendarzowa dziś się zaczęła. Lusia już się pławi w wiosennych promieniach, nieważne, że w domu. Tu wiosnę też się czuje.
Cieszymy się ogromnie. Owady też.
I kaczki.
Ale żeby nie było tak różowo… Znów dopadła nas wredna Pasteurella, kichamy obydwie i obie musimy się leczyć. Znaczy wykrakałam, że na mnie może przeskoczyć, prawdopodobnie teraz ze mnie na Luśkę, skoro tak blisko się trzymamy i śpimy nos w nos.
Słowem, błędne
koło ☹ Trzymajcie kciuki!
Choć powinien być to powód do radości, to tak wysokie temperatury są jednak złym prognostykiem, bo zapowiadają niemałe piekiełko. I to już niebawem. Mimo to pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńKociarz